MirówKasia, Aga, Łukasz, Jasiek Palużkożerca, Tymon Ślimon, wózek, dwa foteliki samochodowe, basenik do kąpieli dziecięcia, szpej do wspinania, jedzenie na tydzień, zgrzewka wody mineralnej, 2 paki pieluch- Skoda Octavia okazała się wyjątkowo pojemna! I jeszcze jakiś mały ratlerek by wszedł albo i pudelek (nie Olu Kodzik, Twojego psa byśmy nie wzięli…).

Najtrudniejsze, czyli podróż w obie strony przebiegła bezstresowo i trasę Gdańsk- Podlesice  śmignęliśmy w 6,5 h. Bobasy wszak już nie takie znów małe, Tymon miał już skończone 4 miesiące i dwa wyjazdy za sobą, a Jasiu dobiegał wieku 3,5 miesiąca.

Wybór drogiNa miejscu to już prawdziwa sielanka. Doskonale trafiony nocleg- Jura Active w Podlesicach- polecamy, właściciel nie zwyzywał nas, gdy przyjechaliśmy o 5:40 rano. Domki czyste i przyjemne. Skały pod kątem dzieciowania testowałam już wcześniej z Marcinem i znaleźliśmy miejsce idealne na wypad z wózkami- Góra Birów na Podzamczu. Dojazd samochodem pod same skały, pod prawie wszystkimi sektorami polanki lub placyki na wózki. A do tego ładne i dobrze obite drogi.

MamuśkiKwintesencją wyjazdu stać się może hasło rzucone przez wycieczkę emerytek i rencistek, która przechodziła nieopodal nas. Dziarskie babcie zaczęły dyskutować: “No ale jak to tak z wózkami pod skałą? Mama się wspina? A w zasadzie dzieci śpią, nie? Dobrze, niech się wietrzą!”.
Oj wywietrzyły się, wywietrzyły :)